W dniu 4.12.2009 Dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Szczecinie dr Krzysztof Woś opublikował nowelizację zarządzenia Dyrektora Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Szczecinie z dnia 12 czerwca 2001r. w sprawie uprawiania żeglugi na wodach granicznych rzeki Odry, rzeki Odry Zachodniej i rzeki Nysy Łużyckiej. 
Cytat
§ 7.
2. Zabrania się:
- uprawiania żeglugi nocnej we mgle
3. Statki uprawiające żeglugę nocną powinny korzystać z reflektorów i ze wskazań radaru, w związku z tym powinny być dodatkowo wyposażone w:
- reflektory przystosowane do oświetlenia brzegów i znaków nawigacyjnych,
- radar rzeczny,
- wskaźnik prędkości zmiany kursu (prędkości kątowej),
- radiotelefon VHF.
Powyższe urządzenia muszą być sprawne technicznie i eksploatacyjnie, a kierownik statku powinien posiadać uprawnienia do obsługi radaru i radiotelefonu VHF.
Zarządzenie nad wyraz "europejskie" bo takim jest Pan Woś, ale § 7. punkt 2 raczej "powiatowe".
Czy taka jest żegluga w Polsce, a raczej w Szczecinie?
Po co więc jest radar, czy mógłby mi ktoś to wyjaśnić?
Pozdrawiam
Skipper
Cytat
(...)
- uprawiania żeglugi nocnej samo spławem,
samospław pisze się razem..... W końcu to dokument urzędowy i powinien być pisany poprawnie.
Co do zakazu pływania nocą we mgle.... Zapewne twórcy zarządzenia zakładają, że szlak jednak nie wszędzie zostanie wyposażony w ekrany radarowe lub będą one zbyt łakomym kąskiem dla złomiarzy aby je montować. A jak ich pilnować, skoro.... tablicy "Arbeit Macht Frei" się nie dało? Zostawiono więc sobie furtkę na wypadek awarii spowodowanej ich brakiem np. na filarach mostowych. Jechałeś we mgle na radarze? Wjechałeś w filar, bo nie było ekranu radarowego? Twoja wina!
Ale spróbuj nie mieć radaru płynąc przy idealnie przejrzystej, krótkiej, letniej nocy z pełnią księżyca, kiedy to nawet reflektory nie sa potrzebne....
bezhołowie,dziś w teleekspresie podano wiadomość, że na
dolnej Odrze zamarzły trzy statki wracające z zachodu.I wszystko
cacy, tylko za chwilę,pan Maciej Orłoś dodaje,że administracja
drogi wodnej w Szczecinie w porozumieniu z Urzędem Żeglugi
Śródlądowej w Szczecinie postanowiły wysłać lodołamacz choć w cale nie musiała tego robić,by uwolnić załogi na święta.No i to jest Polska właśnie,nie będę pisał dalej bo bym musiał użyć wulgaryzmów a nie chcę psuć sobie i Wam atmosfery przedświątecznej.I dlatego wszystkim życzę zdrowych spokojnych Wesołych Świąt w rodzinnym gronie.
Szafranek.
Ahoj
Marian Janaś
@Marian Janaś pyta:
Cytat
Satelitarny Szpieg Szoguna czyli RIS
Tak, jak ja zapamiętałem nauki swojej nauczycielki łaciny o "czasowniku bezosobowym wyrażającym czynność bez określenia jej sprawcy, a zatem występujący bez podmiotu", np.: rorat: rosi [czyli opada rosa], pluit: pada [deszcz], ningit; pada [śnieg], tonat: grzmi, fulgurat: błyska, luciscit: świta. Tej nauczycielce zawdzięczam m.i. bezinteresowne wprowadzenie mnie w świat kultury śródziemnomorskiej. Kochałem ją za to. A polonistę też miałem niezwykłego. (Dlatego teraz cierpię niepomiernie słuchając w TV osób nie znających odmiany rzeczowników). Ale kiedy to było? Na tajnych kompletach podczas okupacji! Dobrą ma pamięć staruszek, co? Poza tym w tejże kwestii nie można nie zgodzić się z Apisem.
Wesołych Świąt - ARes.
Żal mi niepomiernie, że z cichym przyzwoleniem polonistów zaśmieca się polski język bardzo głupimi zapożyczeniami w rodzaju "dizajn" (forma, styl), "estymowany" (szacowany, przewidywany), "target" (przeznaczenie, cel). 'Pijar" wykpiłem w innym miejscu. Zapożyczenia mają nadać bełkotowi nieuków formę "światową", a moim skromnym zdaniem jest odwrotnie.
Posłuchajcie:
"Dizajner wydizajnował meble z targetem na ofis w andergaundzie, do którego wchodzi się bakdorem przez forspejs".
Coś co stanowi koloryt slangu polonusów w Chicago brzmi obrzydliwie w Polsce. A tak zaczynają mówić Polacy nie potrafiący mówić poprawnie ani po polsku, ani po angielsku.
Tłumaczenie dla normalnych:
"Stylista zaprojektował meble przeznaczone do biura w podziemiu, do którego wchodzi się od tyłu przez przedsionek."
"Word" jest takim samym narzędziem jak np. nóż kuchenny którym można kroić, uciąć sobie palec czy też w ostateczności kogoś zabić !!! Wszystko zależy od umiejętności obsługi i świadomości ograniczeń narzędzia. Zasadniczo "Word" analizuje pojedyncze wyrazy pod względem zgodności ze słownikiem. Jeżeli takiego wyrazu w słowniku nie ma, sygnalizuje błąd. Język polski nie jest łatwym językiem również dla komputera, dlatego długo jeszcze będą nas śmieszyć np. komputerowe tłumaczenia z innych języków. Jeżeli do tego dodamy różne wersje "Word'a" używane w biurach, to nie ma się co dziwić takim kwiatkom. Należy ubolewać nad piszącymi i podpisującymi takie dokumenty a nie nad narzędziem i jego twórcami.
Ahoj Marian Janaś
Ten slang chicagowskich polonusów już dawno był zauważony (np. sakramentalna "kara za kornerem"). To można jednak jakoś wytłumaczyć i zaakceptować. Podobnie jest z zaśmieceniem naszego rodzimego, bogatego zresztą języka mnóstwem germanizmów i rusycyzmów, kiedy w Polsce językiem urzędowym był język zaborców. Widomym tego znakiem jest nasz slang profesjonalny, którym posługujemy się do dziś. O bezradności leksykalnej informatyków świadczy bezkrytyczne wprowadzanie zbędnych anglicyzmów. Wielu z nich dotychczas nie rozumiem. Nasi poloniści też są wobec tego zjawiska bezradni, choć powinni przejawiać więcej aktywności w jego piętnowaniu. Piszę to w celu przyznania Ci bezwzględnej racji.
@Ares - Grześ Majcher vel Calva to właśnie "Złota Kaczka"
Wprowadzanie przez informatyków i nie tylko jakichś dziwnych słów bierze się stąd, że zamiast zastanawiać się czy zwrot "przewidywany czas" pisze się przez "RZ", "SZ" czy "Ż", a "szacunkowy" zawiera to wredne "U" - łatwiej jest użyć dziwoląga w rodzaju "estymowany czas" (ang. estimated time). Nie wiem dlaczego właśnie to słowo strasznie mnie drażni. Być może za dużo książek napisanych po polsku czytałem w młodości i słowo "estyma" kojarzy mi się raczej z szacunkiem (dla osoby), a nie z szacowaniem czasu pobierania pliku.
Samo kalkowanie angielskiego słowa przez dodanie mu polskiej końcówki przypomina mi Mamę mojej koleżanki, która kończyła na Opolskim Śląsku niemieckie szkoły. Kiedy chciała powiedzieć coś "po polsku" - tworzyła takie oto fajne słowa: ajmro - co oznaczało... wiadro (niem. eimer - pol. wiadro. Super-logiczne, ale jednak niepolskie...
Zrozumiałe w naszej, łodziarskiej i flisackiej terminologii germanizmy czy rusycyzmy spowodowane były tym, że odpowiedników polskich nie posiadaliśmy. Dziś mamy ich w bród i nie widzę potrzeby nazywania projektu - dizajnem, wydarzenia - iventem, spotkania - mityngiem, instruktora zawodu - trejnerem biznesu itd. To śmieszne - żeby nie rzec idiotyczne.
"Pawiem narodów byłaś i papugą"... Ten paw pozostał już tylko... jako puszczany na schodach po mityngu pełnym iventów. Pozostaje papuga w najgorszym wydaniu.
Ależ się rozgadałem
Wracając do słówka "nie". "Hiena" - Badnarska, nasza nauczycielka od polskiego wbijała nam zawsze w głowę: "nie" z przymiotnikiem pisze się zawsze razem, z czasownikiem osobno. Trzymam się kurczowo tej maksymy do dzisiaj i do tej pory mnie nie zawiodła!
No, ale chyba skręciliśmy z Odry Zachodniej i Granicznej w niezłe maliny