Ostatni król Wirttembergii Wilhelm II (1848 – 1921, nie mylić z cesarzem Wilhelmem II), był gorącym zwolennikiem żeglugi na Jeziorze Bodeńskim, tudzież sportów wodnych na tym wielkim akwenie. Na początku XX wieku posiadał trzy reprezentacyjne prywatne jachty, które stacjonowały w porcie zamkowym (Schlosshafen) w letniej rezydencji we Friedrichshafen: motorowy jacht „Kondwiramur”, żaglowy „Skidbladnir” i motorowo – żaglowy „Aluminia”.
Port zamkowy we Friedrichshafen ok. 1910 sfotografowany z zeppelina. Przy widocznym w dali długim na 160 metrów molo, cumowały królewskie jachty. Bliżej, wybiega w Jezioro potężna estakada, na którą wchodziło się bezpośrednio z ogrodów zamkowych. Między estakadą i portem cięgnie się piękna, spacerowa promenada
Zamek z kościołem zamkowym był letnią rezydencją królów Wirttembergii. Te imponujące budowle wokół, to luksusowe hotele i pensjonaty – Friedrichshafen było wtedy uzdrowiskiem (ale nie dla biednych...):
„Kondwiramur” z tytułowego zdjęcia, był eleganckim jachtem salonowym, zaprojektowanym i zbudowanym w roku 1901 na szwajcarskiej stoczni Bootswerft F. Treichler & Cie. w Kilchberg nad Jeziorem Zurych. Jego na biało lakierowany kadłub zbudowany został systemem karawelowym i miał wymiary 18,5 x 3,0 x 1,1 m. Wyporność 10 ton. Mógł zabrać 25 pasażerów.
Luksusowo urządzony salon rozciągał się przez prawie cały mahoniem wyłożony pokład. Napędzany był bardzo nowoczesnym jak na tamte czasy silnikiem Daimlera z Bad Cannstatt o mocy 20 KM. Prędkość maksymalna 17,5 km/h.
„Kondwiramur” na starej kartce pocztowej przed portem zamkowym, Data stempla pocztowego 16.06.1908. W oczy rzucają się nieproporcjonalne wielkości pokazanych obiektów, co świadczy o niezbyt udanym fotomontażu: Niemniej trzeba zgodnie stwierdzić, że „Kondwiramur” był pięknym jachtem:
Na poniższej widokówce wszystko gra, proporcje właściwe
Widać nasadę portu zamkowego i cumującego „Kondwiramura”. Ciekawe że pokrywany był tym jakby tureckim namiotem. Prawdopodobnie chronił przewiewną kabinę przed wiatrem, albo może przed wzrokiem ciekawskich:
I jeszcze odświętnie wyflagowany „Kondwiramur” przepływa przed zamkiem we Friedrichshafen:
Statek służył królewskiemu dworowi do prywatnych lub półoficjalnych wycieczek po Jeziorze Bodeńskim. Niestety, po pierwszej wojnie światowej ślad po nim zaginął, chociaż prawdopodobnie istniał jeszcze w roku 1921.
Król Wilhelm II był także zapalonym żeglarzem. W roku 1905 nabył jacht żaglowy o równie przedziwnej nazwie „Skidbladnir”. Jacht został zaprojektowany przez renomowanego konstruktora Maxa Oertza i zbudowany na jego własnej stoczni w Hamburgu. „Skidbladnir” otaklowany był jako jednomasztowy kuter gaflowy o powierzchni żagli 130 m2. Miał 16 m długości i wyporność 7 ton. Z uwagi na duże wahania poziomu wody w Jeziorze i okresowo zbyt małej głębokości w porcie zamkowym, został wyposażony w kil mieczowy.
„Skidbladnir” na sterej widokówce. W tle wieże kościoła zamkowego, który do tej pory jest symbolem Friedrichshafen:
Wilhelm II często wystawiał swój jacht do regat, ale rzadko brał w nich udział. Zazwyczaj obserwował wydarzenia z jachtu motorowego.
W roku 1911 przy protekcji króla, ugruntował się we Friedrichshafen Królewski Wirttemberski Yacht – Club. Do tego momentu „Skidbladnir” zarejestrowany był w Cesarskim Yacht – Clubie w Kilonii. W 1915 roku ofiarował Wilhelm jacht dla Czerwonego Krzyża. W dwa lata później odkupił go pewien biznesmen z Friedrichshafen. Od tego momentu „Skidbladnir” wielokrotnie zmieniał właścicieli i nazwy, aż wreszcie w 1936 dotarł na jezioro Ammersee w Bawarii. Odkupił go Heinrich Seidl, założyciel pierwszej śródlądowej szkoły żeglarskiej w Niemczech. Prawdopodobnie wtedy został przebudowany. Z jednomasztowego gaflowego kutra, na dwumasztowy yawl (rodzaj kecza). Dostał również stały kil. Na Ammersee jacht otrzymał nazwę „Albatros” i istnieje do dzisiaj! Jest dumą flotylli żaglowej Jeziora i flagowym jachtem szkoły żeglarskiej w Dießen, którą w 2002 przejął Stefan Marx. Zimą 2004/2005 poddany został kapitalnemu remontowi. Między innymi otrzymał nowy pokład z drewna taekowego, a salon generalnie odświerzono. W roku 2016 wyposażony został w silnik pomocniczy.
„Albatros” ma już 115 lat i jest w dalszym ciągu intensywnie eksploatowany. Co prawda może mniej na szkolenie żeglarskiego narybku, ale za to na róznego rodzaju specjalne okazje: spotkania towarzyskie, wesela, rejsy firmowe itp. Czyli zarabia pieniądze
„Albatros” na Ammersee pod pełnymi żaglami:
Trzeci jacht Wilhelma II nazywał się „Aluminia” (nareszcie nazwa do wymówienia). Nie był jednak jego własnością od początku. Żaglowo – motorowa „Aluminia” była innowacyjną jednostką, zbudowaną całkowicie z aluminium. Poza wałem śrubowym i silnikiem nawet meble były aluminiowe. Również obydwie łodzie towarzyszące wykonano z lekkiego metalu i ważyły każda po 50 kg!
Powstała według planów księcia Wilhelma zu Wied, którego zawsze fascynowała najnowsza technika. Książę Wilhelm zu Wied (1845 – 1907), który był zięciem króla Wilhelma II, zamówił jacht w znanych szwajcarskich zakładach budowy maszyn Escher Wyss & Cie. w Zurychu, gdzie zbudowany został w roku 1894. Jego konstruktorem był inzynier W. Reitz.
„Aluminia” miała 12 m długości, 2,85 m szerokości i maksymalne zanurzenie 1 m. Wyporność 12,3 tony. Jacht otaklowany był jako dwumasztowy yawl (coś na wzór kecza), z silnikiem pomocniczym na naftę o mocy 6 KM. Prędkość maxymalna ok. 13 km/h. Kosztował 50 455 szwajcarskich franków. Wnętrze jachto było starannie wykończone – mahoń, żółta pinia. Pokład dziobowy i rufowy pokryto klepkami z indyjskiego dębu.
„Aluminia” przeznaczona była właściwie na Morze Śródziemne, z portem macierzystym Santa Margherita koło Genui. Tam też jacht spędził 12 lat. W roku 1905 jego właścicielem został król Wilhelm II i w 1906 sprowadził statek na Jezioro Bodeńskie. Po drodze „Aluminia” została gruntownie wyremontowana w macierzystych zakładach Escher Wyss w Zurychu. I teraz w porcie zamkowym we Friedrichshafen cumowały obok siebie trzy piękne królewskie jachty. Chociaż „Aluminię” zawsze nazywano jachtem książęcym...
Nie wiadomo z jakich względów „Aluminia” została w 1911 roku sprzedana. Od tego momentu ślad po niej zaginął. Niestety, nie doszukałem się żadnego zdjęcia, czy choćby starej widokowki tego jednorazowego statku. Tylko ten rysunek skopiowany pewnie w jakimś archiwum:
Jeszcze raz stara widokówka. Tym razaem z przełomu wieków – port zamkowy i zamek królewski:
A jak wygląda dzisiaj port zamkowy gdzie przed ponad stu laty cumowały piękne jachty króla Wilhelma? Port już nie istnieje. Od 1918 roku, z chwilą oddania nowego portu jachtowego, port zamkowy coraz bardziej tracił na znaczeniu. Nieużywany i zapomniany, rozleciał się na początku lat trzydziestych. Ale jeszcze teraz jak spojrzeć z przylądka zamkowego w wodę i wytężyć nieco wzrok, widać resztki pali na których opierała się konstrukcja portu zamkowego.
Te piękne barierki są wierną kopią oryginalnych, które nie wytrzymały zęba czasu i normalnie przerdzewiały. Dziesięć lat temu cała promenada zamkowa została generalnie odrestaurowana. Wraz z małżonką często tu spacerujemy. Stąd można bez przeszkód podziwiać szwajcarski brzeg Jeziora. Chociaż akurat teraz nie ma pogody. Foto Mummelgummel:
Widok z zeppelina na zamek królewski, kościół zamkowy i dawne tereny portu zamkowego. Zakończeniem całości był wysoki pomost, który miejscowi nazywają „wybiegiem dla królów”. Na zamku w dalszym ciągu mieszkają potomkowie króla Wilhelma II i nie można go zwiedzać. Kościół należy do zamku i jest również własnością prywatną. Ale udostępniony jest dla szerokiej rzeszy wiernych i jest dzisiaj siedzibą miejscowej parafii ewangelickiej. Foto Holger Uwe Schmitt:
Imponujący kościół zamkowy to wspaniały barok z końca XVIII wieku. Tutaj chrzczone były nasze wnuki. W czasie wojny poważnie uszkodzony, został z pietyzmem odbudowany. Foto Günther Franz Müller:
„Wybieg dla królów” to rodzaj mola, ogromna estakada w stylu nowego renesansu. Zamykała tereny portu od wschodniej strony i przeznaczona była dla wyższych sfer. Można sobie wyobrazić jakie towarzystwo spacerowało po niej sto, dwieście lat temu. Zdjęcie wykonano w kwietniu i molo jeszcze bez kwiatów, ale latem!! W prześwicie Friedrichshafen. Foto böhringer friedrich:
Południowe skrzydło zamku we Friedrichshafen. Pierwotnie zamek był wczesnośredniowiecznym klasztorem benedyktyńskim. Spalony przez Szwedów w 1634 roku, został później odbudowany. Po sekularyzacji na początku XIX wieku, w 1824 roku przekazany królom Wirttembergii i przebudowany na letnią rezydencję królweską. Na marginesie: podczas szwedzkiej okupacji w wojnie trzydziestoletniej Friedrichshafen nosiło nazwę Gustavsburg i było szwedzkim portem wojennym...
I jeszcze fragment planu Friedrichshsfen gdzie w dolnej części widać miejsca przytoczone w tekście. Nawiasem mówiąc południowy cypel gdzie kiedyś rozpoczynał się port zamkowy, nosi nazwę Schlosshorn, czyli przylądek zamkowy. Na wszystkie zdjęcia należy oczywiście kliknąć.
Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Proszę Zaloguj by zagłosować.
Niesamowite!
100%
[2 głosów]
Bardzo dobre
0%
[Brak głosów]
Dobre
0%
[Brak głosów]
Średnie
0%
[Brak głosów]
Słabe
0%
[Brak głosów]
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies
Port zamkowy we Friedrichshafen ok. 1910 sfotografowany z zeppelina. Przy widocznym w dali długim na 160 metrów molo, cumowały królewskie jachty. Bliżej, wybiega w Jezioro potężna estakada, na którą wchodziło się bezpośrednio z ogrodów zamkowych. Między estakadą i portem cięgnie się piękna, spacerowa promenada
Zamek z kościołem zamkowym był letnią rezydencją królów Wirttembergii. Te imponujące budowle wokół, to luksusowe hotele i pensjonaty – Friedrichshafen było wtedy uzdrowiskiem (ale nie dla biednych...):
„Kondwiramur” z tytułowego zdjęcia, był eleganckim jachtem salonowym, zaprojektowanym i zbudowanym w roku 1901 na szwajcarskiej stoczni Bootswerft F. Treichler & Cie. w Kilchberg nad Jeziorem Zurych. Jego na biało lakierowany kadłub zbudowany został systemem karawelowym i miał wymiary 18,5 x 3,0 x 1,1 m. Wyporność 10 ton. Mógł zabrać 25 pasażerów.
Luksusowo urządzony salon rozciągał się przez prawie cały mahoniem wyłożony pokład. Napędzany był bardzo nowoczesnym jak na tamte czasy silnikiem Daimlera z Bad Cannstatt o mocy 20 KM. Prędkość maksymalna 17,5 km/h.
„Kondwiramur” na starej kartce pocztowej przed portem zamkowym, Data stempla pocztowego 16.06.1908. W oczy rzucają się nieproporcjonalne wielkości pokazanych obiektów, co świadczy o niezbyt udanym fotomontażu: Niemniej trzeba zgodnie stwierdzić, że „Kondwiramur” był pięknym jachtem:
Na poniższej widokówce wszystko gra, proporcje właściwe
Widać nasadę portu zamkowego i cumującego „Kondwiramura”. Ciekawe że pokrywany był tym jakby tureckim namiotem. Prawdopodobnie chronił przewiewną kabinę przed wiatrem, albo może przed wzrokiem ciekawskich:
I jeszcze odświętnie wyflagowany „Kondwiramur” przepływa przed zamkiem we Friedrichshafen:
Statek służył królewskiemu dworowi do prywatnych lub półoficjalnych wycieczek po Jeziorze Bodeńskim. Niestety, po pierwszej wojnie światowej ślad po nim zaginął, chociaż prawdopodobnie istniał jeszcze w roku 1921.
Król Wilhelm II był także zapalonym żeglarzem. W roku 1905 nabył jacht żaglowy o równie przedziwnej nazwie „Skidbladnir”. Jacht został zaprojektowany przez renomowanego konstruktora Maxa Oertza i zbudowany na jego własnej stoczni w Hamburgu. „Skidbladnir” otaklowany był jako jednomasztowy kuter gaflowy o powierzchni żagli 130 m2. Miał 16 m długości i wyporność 7 ton. Z uwagi na duże wahania poziomu wody w Jeziorze i okresowo zbyt małej głębokości w porcie zamkowym, został wyposażony w kil mieczowy.
„Skidbladnir” na sterej widokówce. W tle wieże kościoła zamkowego, który do tej pory jest symbolem Friedrichshafen:
Wilhelm II często wystawiał swój jacht do regat, ale rzadko brał w nich udział. Zazwyczaj obserwował wydarzenia z jachtu motorowego.
W roku 1911 przy protekcji króla, ugruntował się we Friedrichshafen Królewski Wirttemberski Yacht – Club. Do tego momentu „Skidbladnir” zarejestrowany był w Cesarskim Yacht – Clubie w Kilonii. W 1915 roku ofiarował Wilhelm jacht dla Czerwonego Krzyża. W dwa lata później odkupił go pewien biznesmen z Friedrichshafen. Od tego momentu „Skidbladnir” wielokrotnie zmieniał właścicieli i nazwy, aż wreszcie w 1936 dotarł na jezioro Ammersee w Bawarii. Odkupił go Heinrich Seidl, założyciel pierwszej śródlądowej szkoły żeglarskiej w Niemczech. Prawdopodobnie wtedy został przebudowany. Z jednomasztowego gaflowego kutra, na dwumasztowy yawl (rodzaj kecza). Dostał również stały kil. Na Ammersee jacht otrzymał nazwę „Albatros” i istnieje do dzisiaj! Jest dumą flotylli żaglowej Jeziora i flagowym jachtem szkoły żeglarskiej w Dießen, którą w 2002 przejął Stefan Marx. Zimą 2004/2005 poddany został kapitalnemu remontowi. Między innymi otrzymał nowy pokład z drewna taekowego, a salon generalnie odświerzono. W roku 2016 wyposażony został w silnik pomocniczy.
„Albatros” ma już 115 lat i jest w dalszym ciągu intensywnie eksploatowany. Co prawda może mniej na szkolenie żeglarskiego narybku, ale za to na róznego rodzaju specjalne okazje: spotkania towarzyskie, wesela, rejsy firmowe itp. Czyli zarabia pieniądze
„Albatros” na Ammersee pod pełnymi żaglami:
Trzeci jacht Wilhelma II nazywał się „Aluminia” (nareszcie nazwa do wymówienia). Nie był jednak jego własnością od początku. Żaglowo – motorowa „Aluminia” była innowacyjną jednostką, zbudowaną całkowicie z aluminium. Poza wałem śrubowym i silnikiem nawet meble były aluminiowe. Również obydwie łodzie towarzyszące wykonano z lekkiego metalu i ważyły każda po 50 kg!
Powstała według planów księcia Wilhelma zu Wied, którego zawsze fascynowała najnowsza technika. Książę Wilhelm zu Wied (1845 – 1907), który był zięciem króla Wilhelma II, zamówił jacht w znanych szwajcarskich zakładach budowy maszyn Escher Wyss & Cie. w Zurychu, gdzie zbudowany został w roku 1894. Jego konstruktorem był inzynier W. Reitz.
„Aluminia” miała 12 m długości, 2,85 m szerokości i maksymalne zanurzenie 1 m. Wyporność 12,3 tony. Jacht otaklowany był jako dwumasztowy yawl (coś na wzór kecza), z silnikiem pomocniczym na naftę o mocy 6 KM. Prędkość maxymalna ok. 13 km/h. Kosztował 50 455 szwajcarskich franków. Wnętrze jachto było starannie wykończone – mahoń, żółta pinia. Pokład dziobowy i rufowy pokryto klepkami z indyjskiego dębu.
„Aluminia” przeznaczona była właściwie na Morze Śródziemne, z portem macierzystym Santa Margherita koło Genui. Tam też jacht spędził 12 lat. W roku 1905 jego właścicielem został król Wilhelm II i w 1906 sprowadził statek na Jezioro Bodeńskie. Po drodze „Aluminia” została gruntownie wyremontowana w macierzystych zakładach Escher Wyss w Zurychu. I teraz w porcie zamkowym we Friedrichshafen cumowały obok siebie trzy piękne królewskie jachty. Chociaż „Aluminię” zawsze nazywano jachtem książęcym...
Nie wiadomo z jakich względów „Aluminia” została w 1911 roku sprzedana. Od tego momentu ślad po niej zaginął. Niestety, nie doszukałem się żadnego zdjęcia, czy choćby starej widokowki tego jednorazowego statku. Tylko ten rysunek skopiowany pewnie w jakimś archiwum:
Jeszcze raz stara widokówka. Tym razaem z przełomu wieków – port zamkowy i zamek królewski:
A jak wygląda dzisiaj port zamkowy gdzie przed ponad stu laty cumowały piękne jachty króla Wilhelma? Port już nie istnieje. Od 1918 roku, z chwilą oddania nowego portu jachtowego, port zamkowy coraz bardziej tracił na znaczeniu. Nieużywany i zapomniany, rozleciał się na początku lat trzydziestych. Ale jeszcze teraz jak spojrzeć z przylądka zamkowego w wodę i wytężyć nieco wzrok, widać resztki pali na których opierała się konstrukcja portu zamkowego.
Te piękne barierki są wierną kopią oryginalnych, które nie wytrzymały zęba czasu i normalnie przerdzewiały. Dziesięć lat temu cała promenada zamkowa została generalnie odrestaurowana. Wraz z małżonką często tu spacerujemy. Stąd można bez przeszkód podziwiać szwajcarski brzeg Jeziora. Chociaż akurat teraz nie ma pogody. Foto Mummelgummel:
Widok z zeppelina na zamek królewski, kościół zamkowy i dawne tereny portu zamkowego. Zakończeniem całości był wysoki pomost, który miejscowi nazywają „wybiegiem dla królów”. Na zamku w dalszym ciągu mieszkają potomkowie króla Wilhelma II i nie można go zwiedzać. Kościół należy do zamku i jest również własnością prywatną. Ale udostępniony jest dla szerokiej rzeszy wiernych i jest dzisiaj siedzibą miejscowej parafii ewangelickiej. Foto Holger Uwe Schmitt:
Imponujący kościół zamkowy to wspaniały barok z końca XVIII wieku. Tutaj chrzczone były nasze wnuki. W czasie wojny poważnie uszkodzony, został z pietyzmem odbudowany. Foto Günther Franz Müller:
„Wybieg dla królów” to rodzaj mola, ogromna estakada w stylu nowego renesansu. Zamykała tereny portu od wschodniej strony i przeznaczona była dla wyższych sfer. Można sobie wyobrazić jakie towarzystwo spacerowało po niej sto, dwieście lat temu. Zdjęcie wykonano w kwietniu i molo jeszcze bez kwiatów, ale latem!! W prześwicie Friedrichshafen. Foto böhringer friedrich:
Południowe skrzydło zamku we Friedrichshafen. Pierwotnie zamek był wczesnośredniowiecznym klasztorem benedyktyńskim. Spalony przez Szwedów w 1634 roku, został później odbudowany. Po sekularyzacji na początku XIX wieku, w 1824 roku przekazany królom Wirttembergii i przebudowany na letnią rezydencję królweską. Na marginesie: podczas szwedzkiej okupacji w wojnie trzydziestoletniej Friedrichshafen nosiło nazwę Gustavsburg i było szwedzkim portem wojennym...
I jeszcze fragment planu Friedrichshsfen gdzie w dolnej części widać miejsca przytoczone w tekście. Nawiasem mówiąc południowy cypel gdzie kiedyś rozpoczynał się port zamkowy, nosi nazwę Schlosshorn, czyli przylądek zamkowy. Na wszystkie zdjęcia należy oczywiście kliknąć.