"Roś" nazywał się dawniej "Wojciech Kętrzyński" i w roku 1970 odbywałem na nim dwumiesięczna praktykę szkolną (czerwiec-lipiec). Głowa Jeny zasłania bulaj do mojej kabinki na rufie
Skoro odbywałeś Apisie praktykę na "Kętrzyńskim", to Ci dopowiem co o nim i jego załodze pamiętam:
statek ten powstał w stoczni "Wisła" Gdańsk-Pleniewo w r. 1966 z przeznaczeniem do Giżycka, gdzie chodził początkowo pod nazwą spj "Roś", wożąc 305 pasażerów przez 3 godz. lub 205 ponad 3 godz.; pierwszym kapitanem na "Rosiu" był Zygmunt Szymański, a potem (prawdopodobnie za Twoich czasów kiedy przechszczono go na "Wojciech Ketrzyński") kpt. Stanisław "Staniuk" Lemończuk (wileńszczuk, służył w Krasnoj Armii na Sachalinie), (+); mechanikiem był Andrzej "Andrej" Baziuch (?)(zginął śmiercią marynarza); prawdopodobnie kierownikiem praktyk w r. 1970 był ówczesny Główny Nawigator Żeglugi Mazurskiej, obecny wszystkim na Mazurach znany Dyrektor UŻŚ Giżycko kpt.ż.ś. Tadeusz Zdanowicz; z przyczyn mi nie znanych zwrócono temu statkowi dawną nazwę "Roś". Środowisko giżyckie poznałem z racji przeprowadzania tam egzaminów na stopnie oficerskie. Więcej nie pamiętam, z wyjątkiem gościnnych "wileńszczuków" z Tadkiem Zdanowiczem i jego przemiłą małżonką Halinką na czele. Najbardziej rozczulił mnie ten bulaj Twojej kabinki. Podobne ciepło czuję, kontemplując fotografię mojego pierwszego parowca z niezapomnianym bulajem.
Pozdrawiam marynarza, który poznał smak mazurskiej wody - ARes.
Mechanikiem był rzeczywiście podczas mojej praktyki Andrzej Basiuk (Baszuk?), a kierownikiem praktyk Tadeusz Zdanowicz. Kapitanem nie był jednak Stanisław Lemończuk , który wówczas pływał chyba na "byłym statku Goeringa" (nazwa wyszła mi z głowy.... Taki mały stateczek "z odzysku" o kształtach parowca).
U mnie kapitanem był ktoś inny - choć gnębił mnie za byle co - pozwalał samemu przy sterze stać nawet przy przejściu "luzem" przez Śniardwy przy porządnej siódemce-ósemce Beauforta. Szedłem z Piszu do Mikołajek przy wietrze od Okiertowa (tak wymawiali to Mazurzy). Trochę więc kiwało na stromej fali.
Sterowałem tą "beczką" (strasznie niestateczny kursowo model ten SPJD - odchodził od kursu bardzo łatwo i niewprawiony sternik od razu wpadał w "wahadło" ) dość pewnie - nawet na nocnych rejsach-dancingach. Ogólnie wspominam mile tę praktykę i załogę.
26 czerwca 1970 (kiedyś były to "Dni Morza" ) - niemal w połowie praktyki - przypadły moje 18 urodziny. Świętowałem je na "Ketrzyńskim", który wieczorem tego dnia prowadził po Niegocinie paradę jednostek, strzelano rakiety, grała kapela itp. A ja dałem pierwszą w zyciu - "lekką banię" marynarską.
Dyrektor kpt. Zdanowicz jest do maja nieosiągalny. Odnośny komentarz powinien zamieścić kpt. Grzegorz Pająk - inspektor nadzoru n. żeglugą z UŻŚ Giżycko, nasz załogant pokładowy. A co do tych "statków Goeringa", to wskazywano w Giżycku na aż sześć legendarnych obiektów poniemieckich. Nigdy nie udało mi się ustalić, który z nich był rzeczywistym jachtem tego prominentnego dygnitarza III Rzeszy.
Cenna i ciekawa informacja kpt. Cywilisa. "Kętrzyński" to ładna nazwa. Niegdyś tratwy do Pisza przez Kanał Jegliński i Jezioro Roś wlókł holowniczek o nazwie "Roś". Pamiętam go z dawnych czasów. Mijałem go w drodze z Warszawy do Giżycka.
Wieloletni kapitan Kętrzyńskiego nazywał się Lewończuk , zmarł bodajże 15 lipca zeszłego roku , nazywany był "Szaszka" , mechanik nazywał sie Baszuk , po"Szaszce" Ketrzyńskiego objął kpt. Wiesław Baniel a od wiosny 2005 dowodzę nim ja - w razie potrzeby służe informacjami na temat innych statków i postaram się umieścić więcej zdjęć.
Kpt. Cywilisowi: Panie Wojtku! Dziękuję za sprostowanie nazwiska i przezwiska kpt. Lewończuka, którego niegdyś poznałem, wielokrotnie się z nim spotykałem słuchając jego nie kończących się opowieści, jak i z "majstrem" Baszukiem. Dotychczas przyjaźnię się nawet z wieloma sybirakami, jak np. z Kaziukiem Stefanowiczem. Ale pamięć ludzka jest zawodna i wiele nazwisk zapomina się. Mój wiek jednak upoważnia mnie do wykazywania róznych amnezji. Pzdr -ARes.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby napisać komentarz.
Oceny
Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników. Proszę Zaloguj by zagłosować.
Żadne oceny nie zostały dodane.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies
statek ten powstał w stoczni "Wisła" Gdańsk-Pleniewo w r. 1966 z przeznaczeniem do Giżycka, gdzie chodził początkowo pod nazwą spj "Roś", wożąc 305 pasażerów przez 3 godz. lub 205 ponad 3 godz.; pierwszym kapitanem na "Rosiu" był Zygmunt Szymański, a potem (prawdopodobnie za Twoich czasów kiedy przechszczono go na "Wojciech Ketrzyński") kpt. Stanisław "Staniuk" Lemończuk (wileńszczuk, służył w Krasnoj Armii na Sachalinie), (+); mechanikiem był Andrzej "Andrej" Baziuch (?)(zginął śmiercią marynarza); prawdopodobnie kierownikiem praktyk w r. 1970 był ówczesny Główny Nawigator Żeglugi Mazurskiej, obecny wszystkim na Mazurach znany Dyrektor UŻŚ Giżycko kpt.ż.ś. Tadeusz Zdanowicz; z przyczyn mi nie znanych zwrócono temu statkowi dawną nazwę "Roś". Środowisko giżyckie poznałem z racji przeprowadzania tam egzaminów na stopnie oficerskie. Więcej nie pamiętam, z wyjątkiem gościnnych "wileńszczuków" z Tadkiem Zdanowiczem i jego przemiłą małżonką Halinką na czele. Najbardziej rozczulił mnie ten bulaj Twojej kabinki. Podobne ciepło czuję, kontemplując fotografię mojego pierwszego parowca z niezapomnianym bulajem.
Pozdrawiam marynarza, który poznał smak mazurskiej wody - ARes.
U mnie kapitanem był ktoś inny - choć gnębił mnie za byle co - pozwalał samemu przy sterze stać nawet przy przejściu "luzem" przez Śniardwy przy porządnej siódemce-ósemce Beauforta. Szedłem z Piszu do Mikołajek przy wietrze od Okiertowa (tak wymawiali to Mazurzy). Trochę więc kiwało na stromej fali.
Sterowałem tą "beczką" (strasznie niestateczny kursowo model ten SPJD - odchodził od kursu bardzo łatwo i niewprawiony sternik od razu wpadał w "wahadło" ) dość pewnie - nawet na nocnych rejsach-dancingach. Ogólnie wspominam mile tę praktykę i załogę.
26 czerwca 1970 (kiedyś były to "Dni Morza" ) - niemal w połowie praktyki - przypadły moje 18 urodziny. Świętowałem je na "Ketrzyńskim", który wieczorem tego dnia prowadził po Niegocinie paradę jednostek, strzelano rakiety, grała kapela itp. A ja dałem pierwszą w zyciu - "lekką banię" marynarską.